Agent Gautier wlasnie wyszedl z Boylston Street. Kroczyl z niezależna w charakteru Muddy River. Znalem świetnie tenże plac, bo wczesniej dokonalem rozpoznania. Te czesc parku nazywano "ogrodkami". Okoliczni mieszkancy mieli tu rozmaryny a warzywa. Wszedzie staly tabliczki, proszace nocnych gosci o nie deptanie roslin. Welniana Czapka mowil do mikrofonu przypietego do kolnierzyka sportowej koszuli. Aktualne nie byl zaden spośród lokalnych, wiec musial byc którymkolwiek spośród nich, ze mnóstwa Wilka. -Zapewne jest mikrofon - powiedzial Nielsen. - Widzisz? Zaczalem przeczesywac wzrokiem teren, szukajac jego współmałżonka bądź partnerow. Ekipa porywaczy? Zapewne. Kim pozostałym potrafili byc, do diabla? -Wyraznie, Widze tez różnego dziwnego. Blizej ogrodkow, na lewo z nas - zglosilem. - Rowniez mowi do mikrofonu przy kolnierzyku. Zblizaja sie do Gautiera. -Zamknijcie ich aktualnie - doradzilem starszemu agentowi Nielsenowi. - Gautier istnieje w niebezpieczenstwie. -Poczekajcie, az go dopadna - padla odpowiedz. - Mamy zrobic wówczas niby nalezy. Czekajcie. Nie zgadzalem sie z Nielsenem a nie podobal mi sie rozwoj wydarzen. Po co ostatnie odkładanie? Bylismy mocno z Gautiera, natomiast w ogrodzie panowala ciemnosc. -Gautier egzystuje w niebezpieczenstwie - powtorzylem. Jakiś spośród mezczyzn, blondyn w wiatrowce Boston Bruins, pomachal mu reka. -Ladna noc na marsz - zagadnal blondyna Gautier oraz rozesmial sie. Byl zdenerwowany. nych glowic jadrowych. Gautier przyjrzal sie nadchodzacemu, skinal mu glowa oraz usmiechnal sie do niego. Blondyn mial mala latarke. Oswietlil twarz Gautiera. -Spacerujemy, szukajac milosci - powiedzial blondyn. Mowil z rosyjskim akcentem. Dzielilo ich chociaż niemało stop. Pozostali porywacze przechowywali sie dużo, lecz mało dużo. Nagle blondyn blyskawicznym, plynnym ruchem wyjal z kasy pistolet oraz przylozyl go Gautierowi do policzka. -Chodzisz ze mna. Nikt nie uczyni ciż obrazy. Tylko chodz. Oczywiście dla ciebie dobro. niecale dziewiec minut. -Robisz blad - powiedzial Gautier. -Och, a czemuz to? - spytal blondyn. - Więc ja korzystam bron, nie ty. -Brac ich. Juz! - rozkazal Nielsen. - FBI! Rece do gory. Cofnac sie z niego! - krzyknal, kiedy bieglismy do nich. -FBI! - rozlegl sie kolejny okrzyk. - Wszyscy rece do gory! -Cofnac sie!!! - wrzasnal. - Zastrzele go na posłaniu! Rzuccie bron! Zastrzele go, obiecuje! Nie buja.